niedziela, 31 marca 2013

Tanecznie



Postanowiłam przenieść się tu również ruchowo. Lalki i szycie pozostają bez zmian, na głównym blogu; tu oprócz kolorów i zapachów będzie też taniec.
Zamierzam, uparcie zamierzam wrócić do regularnego tańca.  I to już od kwietnia, chociaż na pierwsze piątkowe zajęcia nie dam rady, będąc w pracy. Uda mi się, jak się uprę, a uparłam się okrutnie. Może uda mi się dwa razy w tygodniu?
Od dziś codziennie mam w planie robić półgodzinną rozgrzewkę - przypominajkę. Zaczęłam i dałam radę, o dziwo. Nawet nic się nie zmieniło: snake arms słabe jak zawsze, biodra sporo pamiętają, kolki w boku przy twistach nie stwierdziłam. Tylko wałki w talii. I wypukłobrzusze.
Ale nie przestrasza mnie to. Jak już zacznę...
Wklejam sobie motywatorkę - jedną z moich ulubionych.
Zatańczcie ze mną. Wszystko dzięki temu smakuje lepiej. Naprawdę.




piątek, 29 marca 2013

I znów nudy...

Ostatnie jestem straszną nudziarą. Do tego stopnia, że poprosiłam Simply o pomoc w zakupie kolejnej nudziastej paletki MUA: Heaven&Earth - o, tą: klik.
Moja pierwsz Undressed bardzo mi odpowiada, a w narastającej fali na neutralność w makijażu będę teraz miała podwójne wsparcie.
Jednak to nie był koniec nudnych zakupów: przy okazji kupowania balsamu do ciała skusiłam się też na dodatkowy neutralny lakier Bell Air Flow. Mam zatem numery 706 i 707, bardzo dyskretne :)
I... z powodu pięknych zdjęć niejakiego MrMajlajfa zasiliłam kosmetyczny koszyczek matową pomadką Essence - Soft nude. Szminki to moja miłość, lubię mieć pomalowane usta, toteż wcale się wiele nie zastanawiałam. No, może chwilkę nad wyborem koloru :)

Co mi jeszcze zostało na liście? Farba do włosów. Średniociemnego blondu mi sie zachciało, ale może do jutra mi przejdzie? Na razie raczę moje cebulki włosowe Sesą :)
A przy okazji - kupiłam sobie kwietniowy Glamour, żeby skorzystać z kuponu na kremy L'occitane - a tam na jednej ze stron wielka reklama olejku Dabur Vatika. Rychło w czas, jakieś dwa lata po tym, jak pierwszy raz przeczytałam o nim na blogach :)

poniedziałek, 25 marca 2013

Stacjonarny sklep Ziaja

Nigdy nie wiem, czy ta nazwa się odmienia przez przypadki. Według reguł języka polskiego  nazwiska podlegają odmianie, a nazwa firmy właśnie od nazwiska jest wzięta; ale sklep Ziaji to brzmi i wygląda jakoś egzotycznie. Może się mylę, to mnie uświadomcie.
W każdym razie dziś rano wydusiłam z tubki najostatniejsze resztki mojego ulubionego lano-kremu. Pamiętając, że ostatnio apteka DOZ sprowadzała do dla mnie przez dwa tygodnie, zdobyłam się bohatersko na  wysiłek odwiedzenia sklepu stacjonarnego, który w Gdańsku znajduje się w domu handlowym Madison na piętrze. Dlaczego bohatersko? Ano dlatego, że miałam najszczerszy zamiar nie wystawiać dziś nosa z sypialni po ciężkim siedmiodniowym tygodniu pracy (nocne zmiany, weekend, grafik załogi).
Sklep zaopatrzony jest dobrze jak na tak niewielką w sumie powierzchnię; Pani kasjerka była miła i nienarzucająca się, chociaż poproszona o pomoc (przez inne klientki) wykazywała inicjatywę, tłumaczyła, podawała i słuchała dość uważnie. Spędziłam na wybieraniu prawie 20 minut, miałam więc okazję sobie poobserwować i posłuchać i byłam bardzo zbudowana postawą pracownicy sklepu. Chciałabym, żeby wszyscy moi Podwładni tak dobrze zajmowali się klientami bez nadzoru...
W każdym razie: w sklepie rzeczy ułożone są albo seriami - oliwkowa, kakaowa, kozio-mleczna, albo rodzajami - odżywki, balsamy, mydła. Seria Ziaja med umieszczona jest w osobnej szklanej szafie, podobnie jak produkty Ziaja Pro, ale nikt na mnie nie krzyczał, że sobie otwieram i wyciągam mój krem.
Niestety, ostatecznie nie zapytałam, czy produkty Pro mogę sobie kupić bez bycia kosmetyczką, a w sumie zainteresował mnie bardzo mocny granulkowy peeling, posiadający bardzo wysokie noty na Wizażu.
Ostatecznie kupiłam lano-krem, bez którego nie wyobrażam sobie mojej codziennej pielęgnacji - oraz kilka innych kosmetyków:


 Maska do włosów i mydło (pachnące zimą, ciepłym domem i w ogóle cudnie) przeznaczone są dla mojej znajomej; reszta jest moja. Czyli peeling enzymatyczny (dość dobrze oceniany przez recenzentki KWC), szałwiowy żel na powieki i glinkowa maska. Próbeczki dostałam wraz z paragonem i kartą klienta :)
Są takie kosmetyki Ziaja, które lubię bardzo. Są takie, których nie lubię wcale. Ale cieszę się, że firma mająca w Gdańsku siedzibę i zakład produkcyjny zdecydowała się również na otwarcie firmowego sklepu :)

niedziela, 17 marca 2013

Nudna faza

Wzięło mnie na nudności :) Jakoś tak od połowy lutego nieoczekiwanie moje ulubione czerwieni na paznokciach zaczęły się ukrywać na rzecz mdłego mlecznego koloru odżywki... to był pierwszy, nieśmiały etap. Potem odkryłam matowe cienie w mojej paletce MUA - to znaczy odkryłam ich działanie. No i jakoś tak... samo się polubiło :)
Oto moje ulubione ostatnio kosmetyki. Nudno.

I bonusowo mój pięknościowy kącik. Taki sobie niewielki :)


środa, 13 marca 2013

Włosy.

Byłabym najzupełniej zadowolona z moich włosów, gdyby zechciały rosnąć dwa razy wolniej, a zamiast tego dwa razy gęściej :) Niestety, tak się śpieszą z długością...
Włosy są cienkie, niezbyt gęste, proste i sypkie. Ostatnio farbowane chemicznie były w momencie, gdy  zaczęłam je zapuszczać. Ich kolor trudno określić - mam zdjęcie z czasów licealnych, gdzie na ciemnym mysim blondzie widać wyraźnie naturalne rudawe połyski. Z ich powodu zaczęłam mój blond traktować pod koniec liceum henną i pomału - po bardzo długiej przerwie - do tego wracam.
Moja pielęgnacja zmieniła się rzecz jasna pod wpływem rozmaitych blogów, informacji z wizaż.pl i własnych refleksji. Bacznie zaglądam do składów kosmetyków, dokształcam się w dziedzinie możliwości wyboru. Próbuję, co mi odpowiada, a co niezupełnie. Czasem kupuję coś bez namysłu :)
Dziś na przykład obcięłam u fryzjera z 10 centymetrów z długości. Było to włosom baaardzo potrzebne, od momentu rozpoczęcia zapuszczania nie widziały nożyczek.
Przed podcięciem wyglądały tak:
I bez flesza -
Sporo jest odstających końców, o których nie wiem czy są efektem urwania w trakcie czesania, czy też może to rosnące nowe. Mam nadzieję, że to drugie, zwłaszcza, że na linii włosów mam pełno baby hair :) sterczących jak czułki.
Teraz pielęgnacja:
* SZAMPONY - włosy myję codziennie rano, a co za tym idzie - często używam suszarki. Dość dobrze dogaduję się z szamponami Farmony - wiem, że jakiś czas temu wiele Blogerek ekscytowało się postawą tej firmy, niemniej jednak mnie one odpowiadają. Lubię miłorzębowy, obecnie używam rumiankowego. W ramach testów z HexxBoxem wypróbowuję obecnie dwa produkty do włosów Scotish Fine Soaps - szampon i odżywkę z linii Poetica. Jeszcze nic nie powiem.
Lubię także  czasem umyć włosy mydłem, bo pozostawiany przez nie osad ułatwia upięcia, jak się ma takie śliskie węże jak ja :)

* ODŻYWKI - bardzo lubię odżywkę Alterry, tą słynną z granatem. Do codziennego stosowania jest jak znalazł. Dałam się też skusić ostatnio na Gliss Kur z olejkami, ale to moje ostatnie spotkania z tą marką, jak sądzę, ze względu na stosunek marki do testów na zwierzętach.

* MASKI - obecnie używam dwóch: Kallosa Latte oraz Biovaxa do włosów osłabionych. Kallos z proteinami mlecznymi nie działa  u mnie cudów - lekko usztywnia włosy, nie ułatwia rozczesywania, a na dodatek moim zdaniem źle pachnie. Natrętnie. Jestem w połowie opakowania, mam nadzieję szybko ją skończyć i nie wracać. Biovax odwrotnie - po nim włosy mam mięsiste, gładkie, posłuszne i lejące. Korcą mnie pozostałe produkty tej marki.

* OLEJKI - aktualnie mam dwa, które bardzo lubię - Sesa oraz Dabur Vatika. Myślę, że to dzięki Sesa mam taki przyrost młodych włosów. Po Vatice włosy są miękkie i nawilżone.

Jak widzicie moje zasoby nie są oszałamiające. Kuszą mnie produkty rosyjskie, o których pełno superlatyw na blogach. Kuszą nowości. Ale konsekwentnie unikam kupowania na zapas albo bezmyślnie.
A Wy - co mi polecicie - w zasadzie na początku mojej włosowej drogi?


niedziela, 5 sierpnia 2012

Biochemia Urody i Zrób Sobie Krem

Dołożyłam się z moim zapotrzebowaniem do zbiorowego trójmiejskiego zamówienia na kosmetyki naturalne.
Z Biochemii Urody przyjdzie do mnie serum z witaminą C, natomiast zrobsobiekrem.pl zaskoczyło mnie asortymentem i cenami, które są w wielu przypadkach są korzystniejsze - ale nie zawsze. W każdym razie mój Miły zażądał shea dla siebie, a dla mnie przyjdzie hydrolat, kwas hialuronowy i zachwalany na Youtube olejek makadamia. Wkrótce jesień, trzeba będzie reanimować skórę po lecie, klimatyzacji w biurze niedostatkach pielęgnacji.

sobota, 21 lipca 2012

W pewnym wieku...

Nazwijmy to kryzysem wieku średniego: oto postanowiłam założyć drugi blog, kosmetyczno - ciuszkowy. Babski, znaczy się. O codziennej pielęgnacji. O lakierach do paznokci i przyjemności z posiadania ładnych dłoni po latach nerwowego obgryzania. O przyjemności spotykania się z trójmiejskimi blogerkami i plotkowania o drobiazgach umilających życie. O wyższości szminki nad błyszczykiem i obcasów nad nieobcasami :)
I tym, że namówiona przez Mojego Męża, zacznę biegać.
Dziś nawet przekupował mnie nową lalką, bym tylko zechciała mu towarzyszyć :)
Zapraszam :)